Dzika pszczoła pobiera nektar z kwiatu groszku

Jak walczyć z kryzysem zapyleń? Pomagajmy przetrwać dzikim zapylaczom

Wyobraźmy sobie świat bez jabłek, truskawek i migdałów. Bez kolorowych łąk pełnych kwiatów i ziół. To nie scenariusz filmu katastroficznego, a realna przyszłość, jeśli nie zatrzymamy kryzysu zapyleń. Dzikie pszczoły, motyle, muchówki i chrząszcze codziennie pracują dla nas. Zapylają rośliny, dzięki którym mamy jedzenie i tlen. Niestety, ich liczebność spada w zatrważającym tempie. Co możemy zrobić, by im pomóc? I dlaczego ich przetrwanie jest tak ważne dla nas wszystkich? Poradzimy, jak zadbać o dzikie owady zapylające w naszym otoczeniu.

Dzicy zapylacze – niepozorni bohaterowie natury

Kiedy myślimy o zapylaczach, większości z nas przychodzą na myśl pszczoły miodne. Tymczasem w Polsce żyje około 450 gatunków pszczół, a na świecie może być ich nawet 25 tysięcy. Wszystkie należą do rzędu błonkoskrzydłych, podobnie jak osy i mrówki. Jednak to pszczoły odgrywają najważniejszą rolę w zapylaniu roślin. Odżywiają się wyłącznie nektarem i pyłkiem kwiatowym. Przenosząc pyłek z kwiatu na kwiat, umożliwiają roślinom rozmnażanie. Bez nich ponad 80% gatunków roślin kwiatowych miałoby poważne problemy z wytwarzaniem nasion i owoców. To oznacza mniej pożywienia dla zwierząt i dla nas.

Pszczoły nie są jednak jedynymi zapylaczami. Do tego grona należą także muchówki, chrząszcze, motyle, a nawet niektóre ptaki i nietoperze. Każdy z nich ma swoje miejsce w ekosystemie. Ich praca jest cicha, ale bez niej nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej. Uprawy owoców i warzyw byłyby mniej wydajne, a naturalne ekosystemy zaczęłyby zanikać. Kryzys zapyleń to nie tylko problem pszczelarzy. To zagrożenie dla każdego z nas.

Skąd bierze się kryzys zapyleń?

Przyczyn jest wiele, ale większość z nich wiąże się z działalnością człowieka. Intensywna gospodarka rolna to jeden z głównych winowajców. Stosowanie pestycydów i herbicydów truje owady, które są wrażliwe na chemikalia. Monokultury, czyli wielohektarowe pola jednego gatunku roślin, nie dostarczają zapylaczom różnorodnego pożywienia. Pszczoły potrzebują kwiatów przez cały sezon, a nie tylko przez kilka tygodni. Kiedy brakuje im nektaru, głodują.

Kolejnym problemem jest zanikanie naturalnych siedlisk. Dawne gliniane ściany, płoty z surowego drewna czy kupki kamieni były idealnymi miejscami do zakładania gniazd. Dziś zastępujemy je betonem i metalem. Dzikie pszczoły, które nie żyją w ulach, mają coraz mniej miejsc do życia. W miastach i na wsiach brakuje zakątków, gdzie mogłyby się schronić. To sprawia, że ich populacja maleje z roku na rok.

Dlaczego powinniśmy się tym martwić?

Kryzys zapyleń to przede wszystkim zagrożenie dla całych ekosystemów. Rośliny, które nie są zapylane, nie wytwarzają nasion ani owoców. To oznacza mniej pożywienia dla zwierząt roślinożernych, a w konsekwencji także dla drapieżników. Łańcuch pokarmowy zostaje zaburzony, a bioróżnorodność spada. Dla rolników oznacza to niższe plony i większe straty finansowe. Dla nas – wyższe ceny żywności i mniejszy wybór produktów.

Nie zapominajmy też o tym, że rośliny dostarczają nam tlenu. Im mniej kwiatów i drzew, tym gorzej dla klimatu. Dzicy zapylacze są więc kluczowi nie tylko dla przyrody, ale także dla naszego zdrowia i gospodarki. Ich ochrona to inwestycja w przyszłość naszej planety.

Jak możemy pomóc dzikim zapylaczom?

Nie musimy być ekspertami, by coś zmienić. Nawet małe działania mogą mieć duże znaczenie. Zacznijmy od własnego ogrodu lub balkonu. Posadźmy rośliny miododajne, takie jak lawenda, facelia czy nasturcja. Unikajmy pestycydów, które szkodzą owadom. Zostawmy fragment trawnika niekoszonego, by dziko rosnące kwiaty mogły zakwitnąć. To proste kroki, które mogą uratować życie wielu zapylaczom.

Lawenda wąskolistna przyciąga pszczoły i motyle
Lawenda wąskolistna przyciąga trzmiele, pszczoły i motyle / Fot. Pixabay.com

Warto też pomyśleć o domkach dla owadów. Można je kupić lub zrobić samodzielnie z drewna i bambusa. Umieszczone w ogrodzie lub na balkonie staną się schronieniem dla pszczół samotnic i innych pożytecznych owadów. Jeśli mamy taką możliwość, zostawmy na działce kawałek ziemi niezagospodarowanej. Dzikie zakątki przyciągają zapylacze i dają im szansę na przetrwanie.

Edukacja i świadomość społeczna

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z roli, jaką odgrywają dzikie zapylacze. Dlatego tak ważna jest edukacja. Rozmawiajmy z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami o tym, jak chronić owady. Organizujmy warsztaty dla dzieci, by uczyły się szacunku do natury. Im więcej ludzi zrozumie, jak ważne są pszczoły i motyle, tym większa szansa na zmianę.

Możemy też wspierać lokalne inicjatywy ekologiczne. Wiele organizacji działa na rzecz ochrony zapylaczy. Wolontariat, darowizny czy udział w akcji sadzenia kwiatów to tylko niektóre sposoby, by się zaangażować. Każdy gest się liczy, nawet jeśli wydaje się mały.

Sprawdź, jak wspierać dzikich zapylaczy w naszych ogrodach

Przyszłość zależy od naszych wyborów

Kryzys zapyleń to wyzwanie, przed którym stajemy wszyscy. Nie czekajmy, aż będzie za późno. Działajmy już dziś, bo każdy dzień ma znaczenie. Sadźmy kwiaty, chrońmy naturalne siedliska i edukujmy innych. Pamiętajmy, że nasze decyzje wpływają na losy dzikich zapylaczy. A one – na naszą przyszłość.